…chill, it's just a weblog

…zamiast buziaków wyjaśnienie skrótu, który stanowi tytuł tej notki. Chodzi o o “keep it simple, stupid“, czyli zasadę, która powinna przyświecać wszystkim inżynierom i konstruktorom- nieważne czym by się zajmowali. Im urządzenie, maszyna, budowla czy wynalazek prostsze, tym łatwiej to obsługiwac i naprawiać. Z tego miejsca chciałbym podziękować inżynierom z czeskiego Mladá Boleslav, za to, że trzymali się tej zasady projektując Skodę Pickup.

Od jakiegoś czasu spalanie w Pickupie wzrosło do 10l/100km. Średnio mi  się to podobało, bo trzepało po portfelu- zwłaszcza biorąc pod uwagę dzisiejsze ceny oleju napędowego.  Mój kosiarkowy silniczek powinien zadowalać się 6l, więc zastanawiałem się, gdzie podziewają się 4 dodatkowe? Odpowiedź przyszła niespodziewanie- kiedy z Majakiem próbowaliśmy odpalić jego nieruchomość używając mojego akumulatora i kabli. Musiałem zatem otworzyć swoją maskę. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że z ostatniego wtrysku paliwo leci sobie na podłogę… Mała Niagara kosztowała mnie 16zł na każde 100 kilometrów, co daje lekkim leszczem ponad setkę wylaną na asfalt w miesiącu. To prawdopodobnie największa kwota pieniędzy zainwestowana w lubelski asfalt, patrząc na jego stan…

Naprawiłem to kawałkiem rurki z opaską zaciskową. Trwało  to całe 2 minuty i kosztowało dokładnie zero złotych.  Jestem pewien, że jakbym jeździł Porsche albo Ferrari naprawa podobnej usterki trwałaby miesiąc, wiązała by się z rozebraniem połowy samochodu i kosztowałaby tyle, co dziecko w Tajlandii.

Inny przykład- na ostatniej działkowej imprezie jakiś tydzień temu odkryłem, że po otwarciu drzwi pasażera przy włączonych światłach włącza się brzęczyk. Zdziwiło mnie to, bo nie spodziewałem się tak zaawansowanego systemu ostrzegania- pytaniem jednak było, dlaczego działa to tylko od drzwi pasażera? Dzisiaj ruszyłem wreszcie tyłek i zdiagnozowałem uwalony czujnik otwarcia drzwi kierowcy. To taki mały przełącznik, który zwiera się jak drzwi są otwarte, dzięki czemu może zapalić się lampka albo odezwać wspomniany brzęczyk. Wymontowałem ustrojstwo, które okazało się kawałkiem plastiku z dwoma blaszkami i sprężynką. Sprężynkę wymieniłem na taką z długopisu i złożyłem całość z powrotem. Działa.

Tak, mam samochód, który znakomicie naprawia się długopisem. I jestem z tego zadowolony, bo nowy czujnik do np. Mercedesa kosztuje stówę. Specjalne narzędzie, którym możesz go wydłubać- 40zł. Mi do wyjęcia wystarczył scyzoryk,  a długopisy mam za darmo.

Pamiętam, jak w Yarisie pękł mi mały plastik pod przednim zderzakiem. W ASO Toyoty kosztował dokładnie 349zł. W Skodzie po pierwsze nie ma takich plastików, a nawet jakby były- dało by się je zastąpić np. kawałkiem opakowania po kompakcie.  Wszystko dzięki temu, że inżynierowie Skody- w przeciwieństwie do żółtków z Toyoty- myślą. I nie montują łamliwego plastiku tam, gdzie na 100% odpadnie na pierwszym wysokim krawężniku.

Jedyna rzeczą, jaka może odpaść z mojego samochodu jest antena, ale jestem zupełnie pewien, że będzie się dało zastąpić ją czymś ogólnodostępnym. Na przykład gwoździem.

Więc, Panowie Wynalazcy, projektanci i dizajnerzy- weźcie sobie do serca złotą zasadę “KISS”, kiedy następnym razem wpadniecie na świetny pomysł umieszczenia lodówki w zegarku. Bo w razie awarii po prostu wepchnę Wam to do gardła.

1 COMMENT
Jawron
March 2, 2010
ad

Panowie Wynalazcy, projektanci i dizajnerzy tą zasadę zapewne znają, ale niestety w drodze do celu są jeszcze marketingowcy, którym to za cholerę nie pasuje ;P

Post a comment