Polski Internet jakiś czas temu odbiegła wiadomość: mamy swojego producenta telefonów! Chodzi o markę myPhone, o której pisze, bo zapowiedziała dwa nowe modele telefonów. Jak możemy przeczytać na tej stronie chodzi o modele myPhone 8920 MARK i 8920 TV MARKpro.
Telefony prezentują się nieźle, niby mają (prawie)wszystko, ale…
…to po prostu chińszczyzna. Polskość tego telefonu jest równie dyskusyjna jak inteligencja Joli Rutowicz. Telefony są zaprojektowane przez Chińskich inżynierów, a wyprodukowane przez Chińskie sieroty. Firma stojąca za marką ”myPhone” po prostu zamówiła kontener takich urządzonek wyprodukowanych z jej logo. Użytkownicy innych majfonów mówią, że importer nie zadał sobie nawet trudu z tworzeniem polskiej wersji softu, a jeżeli już jakiś model posiada taki “bajer”, to tylko w połowie, albo z błędami.
Jak to bywa w przypadku takich wynalazków- po pół roku coś się wysypie, a żaden serwis tego nie naprawi. Bo chińskich telefonów jest na rynku tyle rodzai, że nikt nawet nie myśli o sprowadzaniu do tego części. Prawdę mówiąc- nie bardzo jest je też skąd sprowadzać…
Jeżeli natomiast chcielibyście pobawić się w “nowego polskiego producenta telefonów”, to podaję skrócony przepis.
Wchodzimy sobie na Alibabę i w kategoriach szukamy telefonów. Teraz najtrudniejsze- musimy sobie znaleźć taki telefon, który nie wygląda jak Nokia N97 albo iPhone. Jeżeli odrzucimy też te bezczelnie podrabiające SonyEricssony, to powinniśmy zawęzić nasz obszar poszukiwań do jakichś 10% ofert.
Szukamy modelu, który za możliwie niską cenę będzie miał telewizję, dual-sim, USB, HDMI, masażer, mikrofalę i gniazdo dyskietek. Dobrze by było, żeby jego grubośc nie przekraczała 5cm, a waga była poniżej 1,5 kilograma. Jak już znajdziemy nasz upragniony wszytskomający telefon, wysyłamy zapytanie do dostawcy (zwykle nazywa się Tracy Jang, Samantha Hong, Joshua Ming- i inne hybrydy powstające na zasadzie “amerykańskie imię+ azjatyckobrzmiące nazwisko”), czy nie zechcieliby nam wyprodukować 5 tysięcy sztuk telefonów z naszym logiem. Pamiętajcie, żeby szukać producentów, a nie pośredników- bo Ci drudzy najczęściej będą nam wciskać to, co sami mają w magazynach.
Jak już ustalimy ile będą za to chcieli oraz ile nam wejdzie tych telefonów do kontenera, załatwiamy transport. Pamiętajcie, żeby uprzedzić chińczyka (zapewne trzeba mu będzie za to zapłacić, albo złożyć mu ofiarę z chomika), żeby w deklaracji napisał “czosnek”, albo “gift”. Warzywa mają mniejsze cło od elektroniki, a prezenty nie mają go wcale. Jeżeli nie czujecie się na siłach- zlećcie przytarganie tego towaru firmie zewnętrznej: np. tej.
Powiedzmy, że się udało. Masz w garażu 5 tysięcy pudełek z wątpliwej jakości sprzętem GSM. Nie stresuj się polonizowaniem menu- Twoim targetem będą i tak ludzie, którzy zmianę języka w telefonie na angielski uważają za szpan. Teraz Twoim jedynym zmartwieniem będzie pozbycie się tego z największym możliwym zyskiem.
Tutaj do akcji wchodzi Twój dział marketingu, a jesli go nie masz- kilku kolegów i butelka wódki. Musicie wymyslić kreatywną kampanię wizerunkową, która sprawi, że w umysle przeciętnego Polaka nazwa Twojej komórki będzie brzmiała bardziej polsko niż “Mickiewicz”. A Polacy lubią to, co polskie- polskie Fiaty, Gadu-Gadu, Naszą- Klasę itd. Ogółem- kupimy każdy szit, o ile jest “nasz”. Wymyślcie więc dobrą, polską nazwę i zróbcie sporo medialnego szumu- pododawajcie info o “nowym, polskim produkcie” na Wykop, Twiterry, Blipy, czy inne społecznościówki- ma się o nich gadać. Kilka filmików na JoeMonster nie zawadzi.
Jak maszyna ruszy- zajmijcie się dystrybucją. Kilka sztuk wrzucćie na Allegro, trochę trzeba będzie rozwieźć po komisach. Dobrze będzie zaangażować się w jakąs promocje i pare sztuk przeznaczyć na nagrody w głupich konkursach- zwłaszcza telewizyjnych. To prawie darmowy czas antenowy! Po dwóch miesiącach po telefonach w garażu powinno pozostać wspomnienie. Wtedy albo zamawiacie kolejny model, albo zwijacie działalność- przy czym opcja druga wydaje sie być sensowniejsza. Dlaczego? A, no bo pierwsze sprzedane sztuki własnie zaczną sie psuć…